Maszyna czasu

Tak jakoś ostatnio mam, że nie mogę się na niczym skupić. Wszystko traci jakikolwiek sens. Chciałbym móc się przenieść o jakieś trzydzieści lat do przodu. Wszystko by się uprościło. 50-siątka to wiek w którym spokojnie można żyć. Nie ma prawie żadnych niewiadomych w codziennym bycie. Jasno określona jest każda rzecz. Nie ma żadnych wątpliwości. Chciałbym, ale niestety nie da się tego zrobić.
Uświadomiłem sobie przed chwilą na czym stoję i szczerze? Mam serdecznie wszystko w chuju! Może brzmi to brutalnie, ale tak jest. Nic nie idzie po mojej myśli, jedyne co mi się jeszcze nie sypie to tynk ze ścian (czego nie jestem w 100% pewien). Jedno wiem – nie chce mi się już dłużej tkwić w tym wszystkim, co ciągnie mnie cały czas w dół. Ci co kiedyś wyciągali mnie, całego umazanego błotem, za uszy z najgorszych dziur sami teraz podkładają mi nogi i sami pchają mnie w miejsca gdzie jest najgłębiej. Każdą sytuacją kopią po splocie tak, żebym pamiętał gdzie jest moje miejsce i jaka jest moja wartość (znikoma, bo znikoma, ale zawsze coś). Trochę się może nakręciłem z wartościami mojej persony, ale niestety takie odnosze ciągle wrażenie. Kiedyś czułem, że komuś jestem do czegoś potrzebny, że daję radość, że jestem powodem do szczerego uśmiechu. A teraz? Jestem złem koniecznym, śmierdzącym jajkiem które nie powinno znać prawdy, powodem do kolejnych roztrzęsionych nerwów, w końcu powód do opuszczenia rąk jak po przegranej walce.
Walka – sam chciałem walczyć, ale teraz widzę, że to nie ma sensu. Zresztą więcej na ten temat będzie na płycie. Tam się jeszcze bardziej otwieram i pokazuje swoje oblicze. Intryguje mnie jedna rzecz w rapie. Na codzień jestem totalnym pojebem (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), śmieję się i rzucam żartami na lewo i prawo. Maska stworzona? Nie. Taki byłem kiedyś, dawno. Teraz tym „kiedyś” zakrywam swoje aktualne Ja. To, które widzi bezsenns tego wszystkiego, które wie, że to w co chce wierzyć już nie istnieje (zadaje sobie pytanie czy kiedykolwiek istniało naprawdę?), które ma świadomość, że wszystko co miał wyślizguje mu się z rąk. W kawałkach tego nie potrafię już oddawać… Może kiedyś wróci uśmiechnięte alterego? W tym momencie polecam Wam przesłuchać kawałek KaWu&Krizman – Nie zaufam, który ostatnio buja mnie cały czas, może dlatego, że gdy go słyszę czuję się jakby ktoś nagrywał o mnie?
Zaraz chyba wbije do studia i nagram kawałek Osaczony, bo akurat popadłem w idealny ku temu nastrój. Szkoda…
Miałem początkowo o tym niepisać, ale postanowiłem jednak o tym skrobnąć. Bardzo wiele osób skomentowało mi mój ostatni wpis na devie na gg. Szczerze, za wszystkie opinie dziękuję i nie skłamię, jesli powiem, że daliście mi zastrzyk energii. Pozytywnej energii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.